Zbliżający się początek roku szkolnego to idealna motywacja do napisania nowego wpisu! Co roku, przed rozpoczęciem zajęć, wielu nauczycieli (często dopiero rozpoczynających swoją przygodę z uczeniem dzieci angielskiego) szuka wsparcia. W dzisiejszym poście odpowiadam na jedne z najczęściej pojawiających się na nauczycielskich forach pytania. Dowiecie się z niego:

  1. Ile powinny trwać zajęcia dla najmłodszych
  2. Jak rozplanować rozkład treści (jak rozłożyć to w czasie)
  3. Jaki kurs (podręcznik) wybrać
  4. Co zaliczyć do absolutnego “must-have” nauczyciela/lektora angielskiego pracującego z dziećmi
  5. Z pomocą jakich programów tworzyć własne pomoce dydaktyczne

1. Ile powinny trwać zajęcia dla dzieci?

To zależy ;). Biorąc pod uwagę tzw. short attention span, który cechuje dzieci w wieku przedszkolnym, zajęcia, by były efektywne, nie mogą być zbyt długie. Ale co to właściwie oznacza?

Określając czas trwania zajęć należy wziąć pod uwagę ich częstotliwość. Z jednej strony (jak wynika z moich doświadczeń) super sprawdzają się zajęcia trwające 20-30 minut, ale czy można pozwolić sobie na to, prowadząc je w szkole językowej dwa razy w tygodniu? Możecie forsować takie rozwiązanie, jednocześnie licząc się z tym, że wielu rodziców może się na nie nie zdecydować.

Czym innym jednak są zajęcia prowadzone w niewielkich grupach na prywatnych zajęciach, a czym innym te w dużych grupach przedszkolnych. Z małą grupą nauczyciel ma większą szansę uczynić zajęcia bardziej różnorodnymi, dzięki temu, że liczebność dzieci w grupie nie stawia przed nim ograniczeń. Dlatego właśnie łatwiej zorganizować zajęcia trwające nieco dłużej. Dzieci w wieku przedszkolnym (między 3 a 5 rokiem życia), spokojnie wytrzymają 40-45 minut zajęć, pod warunkiem że te będą dobrze przemyślane i zorganizowane – nie będzie podczas nich długich przerw pomiędzy aktywnościami, dzieci nie będą musiały zbyt długo czekać na swoją kolej, a same aktywności będą dostosowane do ich zainteresowań i zapotrzebowania.

Podczas takich 45 minutowych zajęć powinien znaleźć się czas na przywitanie, rozgrzewkę/wprowadzenie do tematu zajęć, rozmaite gry i zabawy językowe, dzięki którym wspólnie z uczniami będziecie utrwalać wprowadzany materiał, pracę z książką i/lub czytanie książek, czy prace plastyczne, crafty itp., wspólne sprzątanie, pożegnanie.

Zajęcia w przedszkolach, gdzie grupy są zazwyczaj zdecydowanie większe (szczególnie w tych państwowych) to zupełnie inna bajka – tu idealnie sprawdzają się zajęcia trwające właśnie 20-30 minut (w zależności od grupy wiekowej), podczas których stawiać warto na stałe elementy zajęć: hello oraz goodbye routines, rozgrzewkę językową oraz sprawdzone gry i zabawy językowe dopasowane do potrzeb danej grupy. Podczas takich zajęć warto też od czasu do czasu przygotować coś wspólnie z dziećmi, proponować grupowe projekty i oczywiście czytać im książki! W najlepszej z możliwych opcji zajęcia 20-30 minutowe odbywać się powinny codziennie (wiem, że często to nie jest możliwe) – wówczas przynoszą naprawdę super efekty!

Pamiętajcie też, że obecna podstawa programowa wychowania przedszkolnego zakłada wdrażanie treści związanych z językiem angielskim w toku codziennych czynności – to nie wyklucza prowadzenia zajęć, o jakich piszę powyżej. Warto jednak pamiętać o tym, by angielski towarzyszył dzieciom nie tylko podczas zajęć zorganizowanych. W sali można z dziećmi słuchać ulubionych piosenek (śpiewać je i odgrywać razem z nimi), bawić się w ich ulubione zabawy w języku angielskim, uczyć rymowanek, także w podobnych sytuacjach, jak przy okazji programowych zajęć w języku polskim (przed jedzeniem, przy myciu rąk, wyciszających, czy w ramach porannej gimnastyki).

A jeżeli zostało Wam jako wychowawcom grup powierzone zadanie prowadzenia zajęć także z języka angielskiego, nie ogranicza Was właściwie żaden czas dla aktywności z nim związanych ;).

2. Jak je zaplanować pod kątem materiału? Jak rozłożyć jego realizację w czasie?

Na to pytanie odpowiem Wam, operując konkretami.

Kiedy pracowałam w trybie prowadzenia intensywnych zajęć (pięć razy w tygodniu), można powiedzieć, że zakładałam “przerobienie” jednego tematu w ciągu tygodnia. Nie oznaczało to jednak, że przez pięć dni rozmawialiśmy np. o członkach rodziny i na tym koniec. Do każdego z przerabianych tematów wracaliśmy jeszcze nie raz, przy okazji innych tematów, które się z nim fajnie łączyły, w grach i zabawach, które wraz z przyrostem wiedzy moich uczniów stawały się coraz bardziej rozbudowane. Bywały też takie tematy, które przerabialiśmy w pewny sensie mimochodem, przy okazji innych (np. kolory, liczenie), właściwie w trakcie całego roku lub takie, którym poświęcałam więcej czasu, niż innym (np. Święta Bożego Narodzenia), co wynikało głównie z tego, że miałam na nie dużo pomysłów oraz sprzyjały temu okoliczności :). Bywały też (choć rzadko) tematy, których realizację zarzucałam lub skracałam zaplanowany wcześniej na ich realizację czas, ponieważ danej grupie remat zupełnie “nie leżał” (może zdarzyć się tak, że temat lub proponowane przy okazji jego wprowadzania aktywności są nietrafione, niewystarczająco atrakcyjne dla dzieci). Także, jak sami widzicie, różnie to bywa, w zależności od tematu i tego, jak funkcjonuje dana grupa :).

To samo tyczy się zajęć prowadzonych w jednym z  popularniejszych układów – dwa razy w tygodniu. Z realizacją każdego z tematów też może być różnie, jednak przy takiej częstotliwości zajęć ciężko założyć, że temat zostanie faktycznie zrealizowany (czytaj: zaplanowany w jego ramach materiał nie tylko wprowadzony, ale też porządnie utrwalony) w przeciągu tygodnia. Szczególnie, jeżeli zajęcia z jedną grupą mają trwać 20-30 minut.

Prowadząc w zeszłym roku zajęcia właśnie z taką częstotliwością, również planowałam (choć nie będzie to, jak w poprzednim przypadku, żadną regułą) realizację jednego tematu na ok. 4-5 zajęć*. Oznacza to, że w praktyce na miesiąc przypadały 1-2 tematy.

*Jest to czas, w którym możecie wprowadzić i utrwalić materiał w ciekawy sposób, proponując uczniom różnego rodzaju aktywności, dbając jednocześnie o to, by im się nie “przejadł” ;). Ponownie: to nie musi oznaczać, że po tych 4 czy 5 lekcjach już całkowicie o nim zapominacie. Wręcz przeciwnie! To mają być zajęcia, które poświęcicie wybranemu zagadnieniu i podczas których wyposażycie Waszych uczniów w wiedzę, którą będą mogli potem wykorzystywać.

Założenie to (jeden temat = 4-5 zajęć) jest oczywiście bardzo ogólne. Pamiętaj, że wiele zależy od tego, ile masz pomysłów na zajęcia dotyczące danego zagadnienia. Planując rozkład treści, weźcie pod uwagę nie tylko to, co chcecie wprowadzić na zajęciach, ale także w jaki sposób.

Zdjęcie podchodzi z książki “Teching English to Young Learners” Magdaleny Szpotowicz i Małgorzaty Szulc-Kurpaskiej.

Jak widzicie powyżej, poza samym rozłożeniem treści w czasie, jest jeszcze sporo elementów, których dogłębne przemyślenie składa się na stworzenie pełnego “obrazu” Waszych zajęć. Jeżeli nie macie jeszcze na tyle doświadczenia w pracy z dziećmi, by się tego podjąć, warto skorzystać z gotowego rozwiązania i oprzeć swoje zajęć o wybrany spośród z dostępnych na rynku kurs.

3. Jaki kurs (podręcznik) wybrać?

To kolejne pytanie, na które ciężko odpowiedzieć wyczerpująco. Wszak niektórzy prowadzą zajęcia w przedszkolu, a inni w szkołach językowych, jedni raz lub dwa razy w tygodniu, a inni pięć, jedni z dziećmi, które wcześniej nigdy nie miały do czynienia z językiem angielskim, a inni uczą swoje grupy już któryś rok z rzędu – jednym słowem nauczyciele mają różne potrzeby.

Dlatego zawsze, gdy otrzymuję pytanie o wybór kursu (często pytacie o podręcznik, ale to nie do końca dobre pytanie – więcej na temat książek przeczytacie TU), staram się ustalić jaka jest dokładnie sytuacja pytającego nauczyciela, od tego bowiem wiele zależy. Jednak na temat wszystkich kursów dostępnych na rynku mogę powiedzieć jedno: żaden nie jest idealny ;). Jeden będzie odpowiadał Wam bardziej (będzie mniej nieidealny), inny mniej.

Zapewne liczycie na to, że dzięki pracy z jakimś kursem będzie Wam łatwiej ustrukturyzować zajęcia – i tak będzie! Każdy kurs jest (a przynajmniej być powinien) dokładnie przemyślany pod kątem doboru tematów, ustalenia ich kolejności, tak samo jak i kolejności wprowadzanego słownictwa, czy struktur. Tworzy pewną całość, którą ktoś ułożył w logiczny sposób, tak by sprawiała, że Wasi uczniowie stale będą zdobywać nową i utrwalać wcześniej już zdobytą językową wiedzę. Zanim stworzycie własny sylabus czy nawet rozkład materiału, dobrze zapoznać się z jakimś przykładowym gotowcem, a najlepiej przepracować z takim kursem chociaż jeden rok.

Nie oznacza to wcale, że musicie go zrealizować w całości, od A do Z. Możecie bazować na gotowym rozkładzie materiału, ale niektóre elementy pominąć lub zastąpić innymi, jeżeli macie na realizację wybranego tematu inne, niż proponowane pomysły.

Nikomu nie uda się określić co dokładnie Wam się spodoba, a co nie (gusta są przecież różne) lub czego potrzebują Wasi uczniowie (te potrzeby także bardzo się różnią, w zależności od sytuacji), dlatego tym bardziej potraktujcie pracę z kursem jako pomoc, z której skorzystacie na zasadzie przypatrzenia się pewnym gotowym rozwiązaniom i propozycjom oraz na której będziecie początkowo bazować.

Dlatego też właściwie pod każdym pytaniem o rekomendację znajdziecie rozmaite odpowiedzi, będą tacy którzy jakiś kurs będą wychwalać i tacy, którzy stanowczo Wam go odradzą, ale każdy będzie odnosił się tylko i wyłącznie do swoich doświadczeń, ciężko zatem mówić o obiektywnych radach.

To, w czym mogą pomóc inni to podpowiedź, czy dany kurs zawiera dużo materiału, czy może jest mniej rozbudowany lub ambitny. Można sprawdzić jakie dokładnie porusza tematy, ile słówek wprowadzanych jest w obrębie jednego rozdziału i jakie to słówka, ile rozdziałów zawierają kolejne części kursu i ile na każdy przypada lekcji oraz na ile godzin w tygodniu jest przewidziany, a to już Waszym zadaniem będzie określenie, czy to propozycja dla Was czy nie.

Swoją drogą wiele z tych informacji możecie też sprawdzić na własną rękę :). Ze stron wydawnictw dowiecie się co wchodzi w skład danego kursy (jakie komponenty), a także zapoznacie się z przykładowymi materiałami (zazwyczaj pobrać można przykładowe lekcje, posłuchać fragmentów piosenek, zajrzeć do środka teacher’s booka).

Jeżeli jednak zależy Wam na konkretach, po raz kolejny powtórzę, że przez lata (z powodzeniem i zadowoleniem) korzystałam z kursów wyd. Macmillan (stąd też zrodziła się nasza współpraca :)). Sama najwięcej korzystałam z 2 pozycji: Cheeky Monkey i Captain Jack, które już niestety wychodzą ze sprzedaży, ustępując miejsca nowszym i bardziej unowocześnionym propozycjom (Discover with Dex, o którym dowiecie się więcej m. in. na male-duze.pl oraz Mimi’s Wheel, o którym będziecie mogli przeczytać na blogu na początku września).

4. Co zaliczyć do absolutnego zestawu “must-have nauczyciela/lektora angielskiego”?

To pytanie na które ciężko udzielić wyczerpującej odpowiedzi. Zresztą odpowiedzi tyle, ilu nauczycieli. Miałam okazje obserwować ich bardzo wielu i wiem, że możemy robić to samo, a mieć zupełnie inny styl prowadzenia zajęć i stawiać na innego rodzaju pomoce dydaktyczne. Jest jednak pewien zestaw “must-have”, który warto mieć na podorędziu. Dziś napiszę Wam dlaczego :).

Poza oczywistymi oczywistościami, jakimi są flashcards* (polecam naturalnie te z mojego sklepu 🙂 do druku lub gotowe), książeczkami obrazkowymi (o różnych polecanych przeze mnie pozycjach możecie poczytać TU), matami KIDDO, które już dawno skradły moje serce, a dlaczego dowiecie się STĄD, koniecznie zaopatrzcie się w:

Pudła, pudełeczka, torby i torebki

Poza tym, że to właściwie pomoce dydaktyczne z odzysku – nie musicie ich kupować, wystarczy, że będziecie zbierać pudełka po butach, torby po prezentach itp., to przede wszystkim genialne narzędzia do przyciągania uwagi! Pomogą owiać tajemnicą to, co przygotujesz na zajęcia i tym samym zachęcić uczniów do współpracy. W końcu kto nie chciałby dowiedzieć się co skrywa tajemnicze Mystery Box czy kolorowa, szeleszcząca torba? Często powtarzam na szkoleniach, że nawet najbardziej atrakcyjne w formie materiały (realia czy flashcards) nie wystarczą, by przyciągnąć i utrzymać uwagę uczniów, jeżeli pokażecie im je na samym początku zajęć. Koniecznie schowajcie je do torby czy pudełka, dajcie uczniom znać, że coś znajduje się w środku, wzbudźcie ich ciekawość i zacznijcie prezentowanie zawartość torby/pudełka dopiero, gdy uczniowie będą na to (na Waszych zasadach) gotowi :).

Przedmioty wyjmujcie po kolei, nie wszystkie na raz. Przy okazji możecie wykorzystać piosenkę (np. Mystery Box z repertuaru Super Simple Songs) lub rymowankę (wypowiadaną już po zaprezentowaniu Mystery Box czy Mystery Bag, w momencie w którym dzieci zaczynają się zastanawiać co jest w środku):

1, 2, 3, 

What can it be?

W zeszłorocznym listopadowo-grudniowym numerze magazynu “Get Creative!” zaprezentowałam moje konkretne pomysły na wykorzystanie pudełek, w najnowszym numerze, który pojawi się już we wrześniu przeczytacie z kolei mój artykuł pt. “The power of warm-up”, w którym także o nich wspominam. To zdecydowanie must-have nauczyciela! Zacznijcie zbieranie już dziś :).

Tu możecie poczytać o moich dwóch dodatkowych pomysłach, kolejno – na wykorzystanie pudełka po butach: “Charlie, the Hungry Monster” i papierowych toreb: “Shape Monsters”.

Nakrętki (od butelek, musów itp.)

Moja mania zbierania nakrętek od butelek zaczęła się w momencie, w którym moi uczniowie pokochali grę w BINGO. Początkowo służyły nam jako żetony, z czasem jednak pełniły coraz więcej funkcji – służyły jako piosenki w grach, liczmany, fajne narzędzie do powtórki i utrwalania kolorów. Pewnego dnia odkryłam ich potencjał na nowo, dzięki temu, jak super zgrały się z moimi pogodowymi naklejkami (możecie je zobaczyć tutaj). Dzięki umieszczaniu na nich różnych tematycznie naklejek, zaczęłam regularnie wykorzystywać je do utrwalania rozmaitego słownictwa.

Póki co o konkretnych pomysłach na wykorzystanie nakrętek z naklejkami mogli usłyszeć uczestnicy mojego szkolenia “Gry i zabawy językowe dla dzieci”, możecie przeczytać też co nieco we wpisie pt. “Nakrętki motywacyjne w akcji” :). A co powiecie na magnetyczne nakrętki? Sprawdźcie o co chodzi w moim wpisie na fanpage! 🙂

Folię aluminiową

Mimo, że nie jest zbyt ekologiczna to kolejna rzecz którą zdobyć naprawdę łatwo, a ja mam kilka pomysłów na jej wielokrotne wykorzystanie, o czym opowiem podczas mojego webinaru pt. Back to Schol Ideas już 29.08 o godzinie 16:30.

Dowiedz się więcej o webinarze

Talerzyki i kubeczki jednorazowe

To moje ulubione pomoce, z których korzystam bardzo często! Ponownie – możecie coś pod nimi ukryć. Dzięki temu, że zazwyczaj w zestawie znajdziecie ich po kilka sztuk, możecie ukrywać pod nimi pojedyncze karty obrazkowe i/lub realia. Zazwyczaj umieszczam coś na spodach swoich talerzyków/kubeczków, np. cyfry i liczby, litery lub wybrane grafiki. To pozwala mi na wprowadzenie bądź utrwalanie większej liczby słownictwa na jednych zajęciach – w sporym skrócie, jeżeli ukrywam np. karty z różnymi potrawami pod talerzykami z wizerunkami członków rodziny mogę pytać moich uczniów o to co kto zjadł lub co kto lubi, utrwalając tym samym słowa spod jak i z talerzyków :).

Myślę, że mniej więcej rozumiecie samą koncepcję, o konkretnych pomysłach na wykorzystanie talerzyków jeszcze na pewno napiszę, a tymczasem polecam Wam tych kilka wpisów:

O kubeczkach pisałam z kolei kiedyś w ramach akcji #high5_przybijpiątkę: “5 pomysłów na lodowe kubeczki”.

Rzepy samoprzylepne

Z ich pomocą “wyczarujecie” masę uniwersalnych i różnorodnych pomocy dydaktycznych na zajęcia. Pamiętam, że nie były jeszcze tak popularne, gdy sama zaczęłam z nich korzystać parę lat temu, ale dziś znajdziecie mnóstwo konkretnych pomysłów na ich wykorzystanie. Sama będę wspominać o nich podczas mojego webinaru dla początkujących nauczycieli – 28.08 o godzinie 19:00.

Dowiedz się więcej o webinarze

5. W jakim programie tworzyć własne pomoce dydaktyczne?

Przez długi czas korzystałam (i zresztą dalej korzystam!) z programu PicMonkey, o którym pisałam już dużo razy na blogu. Jest to bardzo intuicyjny program online do obróbki zdjęć i tworzenia prostej grafiki. Niestety od pewnego czasu dostępny jedynie w wersji płatnej, którą i tak Wam polecam! 🙂 Możecie też przetestować go przez ograniczony czas (zdaje się, że tydzień) za darmo. Tu możecie sprawdzić dostępne opcje: https://www.picmonkey.com/home/pricing/.

Jeżeli jednak wolicie spróbować swoich sił w tworzeniu własnych materiałów graficznych za darmo, koniecznie poznajcie program Canva. Wiem, że cieszy się coraz większą popularnością. Ten program dostępny jest również w rozszerzonej, płatnej wersji, która oferuje m. in. dostęp do funkcji wgrywania własnych czcionek (przykładowo możecie pobrać i wgrać czcionkę “elementarz” – taką możliwość oferuję również program PicMonkey).

Ciężko powiedzieć który polecam bardziej, obydwa programy z jednej strony oferują podobne możliwości, z drugiej – różnią się między sobą. Najprawdopodobniej zostaniecie przy tym, z którego zaczniecie korzystać w pierwszej kolejności, chyba że ten zupełnie nie przypadnie Wam do gustu.

Przy okazji…

Pamiętajcie, by korzystać tylko z legalnych źródeł grafik i zdjęć! By dowiedzieć się więcej, koniecznie zajrzyjcie do mojego wpisu pt. MATERIAŁY DIY: KROK 2. Pamiętajcie również, że czcionki (nawet, jeżeli dostępne w którymś z wymienionych programów) również udostępniane są na różnych licencjach – sprawdźcie je, szczególnie jeżeli chcecie skorzystać z nich komercyjnie (sprzedać, rozdać uczestnikom szkolenia itp).

Uff! Dobrnęliście do końca? Mam nadzieję, że tak, ponieważ włożyłam w ten wpis sporo pracy, by pomóc wielu z Was na początku roku. Jeżeli tak będzie, daj znać! Pamiętaj, by zostawić po sobie ślad w postaci komentarza. A jeżeli uznasz, że post przyda się innym nauczycielom, poślij go dalej :).

Udostępnij ten artykuł

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Kategorie

ODWIEDŹ MNIE

NEWSLETTER

Jeśli podobają Ci się moje pomysły, zapisz się do mojego newslettera i bądź na bieżąco!
Archiwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.