Nauczycielu, nie idź do Biedronki!

sobota, 23 września 2017 08:30


Ani Carrefoura, Rossmana, Auchan, Pepco czy innej IKEI. Nigdzie nie idź! Coby nie kusiło. Mam wrażenie, że nauczyciel (a zwłaszcza angielskiego, A ZWŁASZCZA pracujący z dziećmi) naprawdę zrobi użytek ze wszystkiego, ZE WSZYSTKIEGO. Oczywiście, jeżeli tylko będzie chciał :). I tu jest pies pogrzebany. Nie ważne czy wejdzie do Biedronki czy innego sklepu, wszędzie to samo...

...wszechobecne inspiracje. A, jak wspomniałam już wyżej, nauczyciel to kreatywna bestia. Do celów dydaktycznych wykorzysta wszystko, od pudełka chusteczek (zajrzyj na bloga Pauliny, to zobaczysz o czym mówię), przez plastikowe kubki (zajrzyj do Hani), a na szczotce zmiotce kończąc (zajrzyj do Kai).

No dobra, ale wróćmy do tej Biedronki, do której trafiłam nota bene przez Anielę... Ale OK, wybaczę jej, i tak potrzebowałam pieluch... 

Wchodzę. Kieruję się w stronę półki z tymi nieszczęsnymi pieluchami. No i masz! Jakby na półce z pieluchami nie mogło być tylko pieluch. OK, technicznie rzecz biorąc są tylko pieluchy, ale gdzie byś nie spojrzała (spojrzał? - mam jakieś dziwne wrażenie, że mężczyźni nie są aż tak bardzo na te czyhające wszędzie niebezpieczeństwa, mylę się?) - w prawo, w lewo, z każdej strony w niebezpiecznej bliskości tychże półek... balony! Piękne, kolorowe, w kropki, w gwiazdki, małe, duże.


Zerkam, no bo inaczej się nie da, a one do mnie "Weź nas, weź nas". Ale na co mi te balony, ja się pytam. Nawet zajęć nie prowadzę, Hania ma całe 4 miesiące, także co najwyżej mogę poabawić się nimi ja. Ale wzięłam...

A jak je wykorzystać przeczytać możecie we wpisach poniżej:

🎈 Gry, zabawy i pomysly na zajęcia o KOLORACH


🎈 My first lessons (2- and 3-year-olds)


OK. Idę dalej i oczywiście myślę, że nic więcej nie potrzebuję. Mam pieluchy, w gratisie balony, życie jest piękne, ale czas wracać. A nie... no przecież jeszcze maty bambusowe, które polecała Aniela (jak, po co, do czego? Zobaczcie TU). Podchodzę do koszyka, w którym jest wszystko i nic, szukam mat... nie ma. Powinnam iść do kasy, ale nie, jeszcze się przejdę, mam czas przecież.

I tak, po jakichś 30 (!) minutach idę wreszcie do tej kasy. Co mam ze sobą? Pieluchy... balony, kolorowe miski, słomki, kolejny (w domu już mam jakieś 554) plik kolorowych karteczek, gąbki w kształcie rybek, rękawice kuchenne... Nie, nie do domu.


Czy tę żądzę kupowania da się jakoś pohamować?! 
.
.
.

Wiecie co? Po chwili namysłu, swtwierdzam... że nie.

Co z tym wszystkim zrobię? Opowiem Wam kiedyś. Tylko pieluchy Wam daruję ;).





9 komentarzy:

  1. O prawda to prawda! Sklepy kuszą na kazdym kroku a nauczyciel potrafi... O notesach, kalendarzach i karteczkach to juz nie wspominam bo mam ich sporo, co nie przeszkadza w zakupie kolejnych ;-) Ja w zeszła sobotę weszłam do księgarni... Wiesz co sie działo... Chciałam tylko pooglądać ksiazki - kupiłam zakładki, 2 zestawy kartek - pocztówek (zestaw po 100 kart każdy) , miałam w rękach jeszcze inne rzeczy ale musiałam sie powstrzymać... No cóż, dzis sobota. Pewnie wyjdę na miasto, z pewnoscia na cos sie skuszę co przyda sie w pracy z dziećmi :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam to, aż za dobrze!!! W sklepie wszystko dookoła mnie nie jest artkułami spożywczymi, chemicznymi, gospodarstwa domowego,czy nawet samochodowymi, tylko potencjalnymi pomocami naukowymi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam to samo! Każda wizyta w biedronce (prawie codziennie jestem tam na zakupach spożywczych) wiąże się z przejrzeniem wszystkich nowinek, bo może coś się przyda na zajęcia lub lekcje :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też jestem maniakiem: karteczki, rurki, balony, pudełeczka, słoiczki, koszyczki... I dobrze mi z tym :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobry Boże, w Hiszpanii są tak zwane Chinskie sklepy i to jest połączenie tych wszystkich wymienionych. Jest tam wszystko: do balonów, poprzez książki po angielsku, kolorowe packi i maski po stroje sumity. A sklepy te są na każdym kroku. Ze mnie już się Chińczyk śmieje i daje rabaty, bo jestem tam po 2 razy dziennie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha xD Ja każde zakupy spożywcze zaczynam od działu z grami, zabawkami i innymi pierdółkami. Zresztą nawet ze spożywki idzie sporo wyciągnąć: "Kupię te jogurciki... mają takie urocze opakowania...wykorzystam na lekcji z 3-latkami" :p

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja dziś byłam w Biedronce i byłam twarda! :))))

    (No dobra, nie było mat bambusowych, inaczej bym się nie powstrzymała pewnie...)

    OdpowiedzUsuń
  8. A o co chodzi z tymi matami:) ? Stałam w Biedrze,i nic mi do głowy nie przyszło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do Anieli na bloga, link w nawiasie :)

      Usuń