Practice makes perfect

piątek, 1 maja 2015 17:30


Często osoby będące na początku swojej kariery pytają mnie o różne rzeczy związane z nauczaniem. Pojawiają się pytania dotyczące pomysłów na zajęcia, utrzymania dyscypliny, zdobycia zainteresowania czy zaufania dzieci, motywowania uczniów. Zawsze staram się pomóc najbardziej, jak potrafię i wydaje mi się, że wychodzi mi to nienajgorzej. Jednak, ku pokrzepieniu wszystkich początkujących serc, uczciwie przyznaję, że jeszcze nie tak dawno sama nie znałam odpowiedzi na takie pytania. Dziś idzie mi coraz lepiej i mogę powiedzieć Wam tylko jedno: Praktyka czyni mistrza! :)

Kiedy zaczynałam pracę w przedszkolach, moje wykształcenie nie miało wiele wspólnego z pracą z dziećmi - nie studiowałam pedagogiki ani żadnego pokrewnego kierunku, o czym już kiedyś pokrótce wspominałam. Wiedziałam jedynie, że lubię dzieci i CHYBA chciałbym z nimi pracować. Oczywiście nie mogłam wiedzieć tego na pewno, bo niby skąd :). Wszystko zaczęło się od tego, że miałam zastąpić moją przyjaciółkę, która planowała zrezygnować na rzecz zupełnie innej branży. Znając mój stosunek do maluchów, zapytała czy nie chciałbym się tym zająć. Chciałam.

Początki nie były łatwe. Trafiłam do dwóch placówek państwowych, w których grupy były bardzo liczne, a dzieci, wiadomo - o usposobieniu bardzo różnym. Wówczas wydawało mi się, że robiłam wszystko, by się do tych zajęć przygotować i zresztą podczas samych zajęć - by je dobrze poprowadzić. Niestety panie dyrektor obydwóch placówek nie były tego samego zdania, ale jednocześnie były zbyt zajęte by mnie o tym poinformować. I tak, na dosłowną chwilę przed początkiem kolejnego roku, dowiedziałam się od pani z firmy, która bezpośrednio mnie zatrudniała, że zostałam bez pracy. Było mi, rzecz jasna, przykro ale jeszcze bardziej byłam rozgoryczona - przez ponad pół roku spędzone w obydwóch przedszkolach nie otrzymałam jako początkujący nauczyciel ŻADNEGO wsparcia. No poza tym, którego udzieliła mi moja poprzedniczka, jednak oprócz przekazania mi swoich materiałów i kilku wskazówek niewiele więcej mogła zrobić. W samych przedszkolach natomiast nikt nie przychodził do mnie na zajęcia, nikt nie przekazał mi informacji na temat dzieci, z którymi miałam pracować (a znalazło się kilkoro, z którymi pracowało się szczególnie ciężko). Niewiele też mogłam nauczyć się od innych nauczycielek, które z chwilą "oddania" dzieci pod moją opiekę miały absolutnie wszystko w nosie, a swoją postawą dawały jasno do zrozumienia "radź sobie sama". I, co chyba w tym wszystkim najgorsze, wtedy wydawało mi się to zupełnie normalne.

Jedyną osobą, która zachowała się w tej sytuacji naprawdę fajnie była wspomniana właścicielka firmy. Przede wszystkim spokojnie, bez żadnego żalu powiedziała mi podczas naszej rozmowy: "Proszę się nie przejmować, po prostu brakuje Pani doświadczenia". Nie doceniłam tego wtedy. Myślałam sobie: "Jasne, po prostu nie nadaję się do pracy z dziećmi... poniosłam porażkę, więc muszę zastanowić się nad czymś innym". Ale Pani w słuchawce złożyła mi obietnicę: "Postaram się coś dla Pani znaleźć". I tak też zrobiła. Po niespełna trzech tygodniach zadzwoniła do mnie jej znajoma, prowadząca podobną firmę i zaproponowała prowadzenie zajęć w kolejnym przedszkolu państwowym. Tym razem zostałam tam na trzy lata. Potem dołączyły kolejne placówki.

Z każdym rokiem szło mi lepiej. Po jakimś czasie zauważyłam, że przestaję traktować to jako tymczasowe, przejściowe zajęcie w trakcie trwania studiów. O pracy z dziećmi wiedziałam coraz więcej, przekopałam cały internet, poznałam strony, z których brałam materiały i czerpałam inspiracje. Zaczął do mnie docierać pozytywny feedback od rodziców, nauczycielek i przede wszystkim - dzieci :). Byłam gotowa brać na siebie więcej i wszystko przychodziło mi coraz łatwiej - prowadzenie zajęć, radzenie sobie z uczniami, wymyślanie nowych zabaw, aktywności. Zrobiło się tego na tyle dużo, że musiałam założyć bloga, bo nie nadążałam z zapamiętywaniem ;). Jednym słowem, okazało się, że jednak się nadaję!

Potem zmieniłam pracę, opuściłam placówki państwowe na rzecz jednego przedszkola prywatnego, choć ta decyzja nie przyszła mi łatwo. Jeszcze przed tą zmianą rozpoczęłam dodatkowe, kwalifikacyjno-metodyczne studia nauczania angielskiego. Było fajnie, ukończyłam je z oceną bardzo dobrą, ale powiem szczerze, że wcale tak wiele się podczas nich nie nauczyłam. Pewnie głównie dlatego, że niekoniecznie były poświęcone nauczaniu przedszkolaków ;). Dowiedziałam się za to, jak dużo wyniosłam z pracy, w której (jeżeli chodzi o prowadzenie anglojęzycznych zajęć) byłam pozostawiona sama sobie, jak dużo dała mi praktyka.

Wciąż uczę się nowych rzeczy. Tym razem mam od kogo, ponieważ przebywając na stałe w jednym miejscu mam możliwość obserwowania koleżanek oraz ktoś wreszcie obserwuje mnie :). To działa bardzo motywująco, podobnie jak świadomość tego, że i ja innych wiele mogę nauczyć. A największą satysfakcję daje mi właśnie myśl, że jestem praktykiem - jeżeli coś przekazuję dalej to nie dlatego, że wiem to jedynie z teorii. Wiem, bo to zaobserwowałam, bo miałam z tym styczność, bo do takich, a nie innych wniosków doszłam.

Dziś bez wahania czy skrępowania mogę powiedzieć, że naprawdę znam się na tym, co robię. Nawet bardzo dobrze. Przygotowanie materiałów, wymyślenie zupełnie nowego scenariusza, napisanie konspektu, a nawet poprowadzenie zajęć bez większego przygotowania nie sprawiają mi żadnego problemu. Jasne, jak każdy, miewam gorsze dni, kiedy nie wszystko idzie tak idealnie, jakbym tego chciała. Jednak wiem, że składają się na to różne czynniki i wcale nie czyni mnie to gorszym nauczycielem. Dzięki nabytemu doświadczeniu łatwiej przychodzi wiele rzeczy, także akceptowanie porażek.

Dlatego uczciwie i szczerze mogę powiedzieć, że żadne kursy, wielogodzinne szkolenia czy nawet studia nie dadzą tyle, co doświadczenie tego wszystkiego, przepracowanie odpowiedniego czasu, wypracowanie własnych metod oraz podejścia do pracy. Jasne, teoria jest potrzebna, jednak sama w sobie nie wystarczy. Na zdobycie doświadczenia z kolei potrzeba czasu, ale każdy kiedyś musi zacząć. Dlatego, jeżeli czujecie, że chcecie zajmować się właśnie TYM, co wstępnie wybraliście, nie poddawajcie się, nawet jeżeli z początku nie idzie najlepiej. Bądźcie konsekwentni w swoich działaniach, jeżeli czujecie, że robicie coś na miarę swoich możliwości. Te możliwości, z czasem, będą stawały się coraz większe. Aż w końcu praktyka uczyni z Was mistrzów ;).





12 komentarzy:

  1. Ten post podniósł mnie na duchu! Jestem w podobnej sytuacji w jakiej Ty byłaś na początku. Kilka miesięcy temu moja znajoma zaproponowała mi zastępstwo w szkole językowej. Musiała zrezygnować i właściwie musiałam z marszu ją zastąpić. Na razie studiuję, ale języki, a nie pedagogikę. Jedyne co mogę powiedzieć o dzieciach to to, że je lubię. I tak jak Ty, CHYBA chciałabym się tym zajmować zawsze. Ale jestem w takim momencie, że wydaje mi się, że się nie nadaję. Niektóre zajęcia wychodzą super. Dzieci są zadowolone, ja też, udało nam się poznać ciekawe słówka, zagrać w różne gry. Innym razem zajęcia się kompletnie sypią i nie potrafię przyciągnąć uwagi dzieci. Cały czas się boję, że rodzice będą mieli do mnie pretensje o coś, czuję się cały czas oceniana przez dziewczynę z biura (biuro znajduje się zaraz obok mojej sali i chyba wszystko słychać) ale ona nie daje mi zbyt wielu wskazówek chociaż sama zajmuje się dziećmi (jeździ na obozy itp.). W czerwcu moja przygoda z dziećmi się skończy i nie wiem, co dalej. Chciałabym dalej próbować, ale nie wiem, czy uda mi się to pogodzić ze studiami (kończę licencjat, a chciałabym pójść na magisterkę, ale szczerze mówiąc nie wiem na jaki kierunek, bo ten który wybrałam prowadzony jest okropnie). Teraz mocno wierzę, że może jednak nie jest tak, ze się nie nadaję do pracy z dziećmi, a po prostu brak mi doświadczenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zabrzmi to brutalnie, ale gdyby nic Ci nie wychodziło i czułabyś, że w ogóle nie chcesz się tym zajmować, nie byłoby sensu. Ale skoro, jak sama piszesz, część zajęć wychodzi fajnie i jednak wciąż myślisz o zajmowaniu się tym, to na pewno jest to brak doświadczenia. Nie poddawaj się zatem zbyt szybko! :)

      Usuń
    2. Odkąd mam zajęcia z dziećmi to zrozumiałam, że chciałabym się tym zajmować. Uwielbiam przygotowywać różne gry i zabawy dla dzieci, a kiedy słyszę, że im się podobało i wiem, że się czegoś nauczyły, to czuję ogromną radość :) Tylko nie zawsze tak jest i wtedy mam wątpliwości, że dobre chęci to zbyt mało. Ale jeszcze się nie poddaję ;)

      Usuń
  2. Ach początki w zawodzie...! Jak przypomnę sobie swoje, to zęby mnie zaczynają boleć ;). Ale to święta prawda, aby wypracować sobie swoje metody faktycznie trzeba przepracować X godzin. Nie do końca się jednak zgodzę, że wystarczy sama praktyka. Ze względu na specyfikę mojej pracy (1on1, brak możliwości konsultacji z innymi) dużo mi daje czytanie blogów i grup nauczycielskich. Szkoda tylko, że na razie moi językowcy są trochę mniej aktywni niż angliści. Także oprócz pracy dodałabym jeszcze dobry kontakt z innymi nauczycielami, możliwość konsultacji, wymiany poglądów i pomysłów, daje fantastyczną energię i bardzo motywuje do rozwoju.
    Chociaż niestety bardzo intensywnie zastanawiam się nad zmianą zawodu :/.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście! Bardzo ważne jest także zgłębianie wiedzy na dany temat, biorąc pod uwagę to, czego akurat potrzebujesz. Następnie najlepiej wypróbować to w praktyce i wybrać metody, które są dla ciebie nie tylko jako nauczyciela, ale też osoby, najlepsze :)

      Kontakt z innymi też bardzo ważny i tak, jak piszę, teraz mam taką możliwość i bardzo się z tego cieszę.

      We wpisie chodzi mi głównie o to, że bez praktyki się nie obejdzie. Można skończyć najlepsze studia czy kursy, ale to nigdy nie wystarczy... by stać się mistrzem ;P

      Usuń
    2. Diana, a czemu w ogóle myślisz o zmianie??

      Usuń
    3. Szkoda, że blogerzy spoza blogspota nie dostają powiadomień :P.

      Co do praktyki to masz oczywiście rację, chciałam tylko uzupełnić, że inne rzeczy też są ważne, nawet jeśli wydaje nam się, że już wszystko wiemy i nie potrzebujemy porad.

      Myślę o zmianie ze względu na godziny pracy. W przeciwieństwie do Ciebie pracuję z dorosłymi, którzy w ciągu dnia pracują i najchętniej uczą się wieczorami. Wychodzi na to, że w tygodniu nie mam praktycznie czasu na bycie z rodziną i bardzo mnie to deprymuje.

      Usuń
    4. Właśnie dlatego chciałam zainstalować Discusa, ale od jakiegoś czasu docierają do mnie wiadomości, że przy instalowania na blogerze pojawiają się problemy i boję się zaryzykować.

      Usuń
  3. Ja wylądowałam w przedszkolu bez żadnego przygotowania. Miałam sześć - osiem różnych grup przedszkolnych dziennie, w każdej 25 sztuk i też żadnej pomocy. W dodatku nie mogłam używać języka ojczystego dzieci, musiałam cały czas mówić po angielsku. Po pół roku bez problemu znalazłam pracę w innym przedszkolu, bo po takim treningu poprowadzenie "lekcji pokazowej" było drobnostką :) Ale pracy tej nigdy nie pokochałam. Przedszkola, w których uczyłam, były okropne, w zasadzie co do jednego. Wychowawczynie urządzały sobie pogawędki w trakcie moich lekcji, a potem skarżyły dyrekcji, że dzieci nie uważają na moich lekcjach... Takie tam. Dzieci lubię, ale do przedszkola mam nadzieję, że już nigdy nie wrócę. Za to uwielbiam uczyć dorosłych oraz małe grupy dzieci z klas 1-3 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, też uczyłaś w przedszkolu :)

      Ja teraz pracuję w przedszkolu prywatnym, gdzie wszystko wygląda inaczej. Na szczęście :) Ale to fakt - rzucenie na głęboką wodę dużo daje na samym poczatku, o ile oczywiście ci zależy i starasz się zadaniu sprostać.

      Usuń
  4. Dziękuję Ci za ten wpis! Ja właśnie zaczynam uczyć innych. Wprawdzie nie dzieci, ale to nie ma takiego znaczenia. Oczywiście miewam wątpliwości, szczególnie, że nigdy nie uczyłam się, jak uczyć innych. Mam doświadczenie w tym, ale w innej dziedzinie.... No i uczę mojej własnej metody, opracowanej na mnie samej - jestem więc zdana głównie na siebie. Twoje słowa, zwłaszcza te na końcu postu, bardzo mnie podbudowały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziękuję za ten komentarz! Fantastycznie, że tak na Ciebie zadziałały moje słowa - to dopiero dla mnie podbudowujące :)

      Usuń