My TOP 3 things I don't like during class

czwartek, 9 kwietnia 2015 17:59


Zacznijmy od tego, że uwielbiam swoją pracę! Istnieje jednak króciutka lista rzeczy, które potrafią mnie, mówiąc krótko, wyprowadzić z równowagi. Oczywiście wcale nie zawsze, niemniej jednak zdarza się... :) Jestem więcej niż pewna, że miewacie podobnie. Może jednak na Waszej liście znalazłoby się coś innego?

1. Siusiu...

...poprzedzone "Proszę Pani muszę..." to mój zdecydowanie "ulubiony" komunikat podczas gdy zostaję sama z naściorgiem dzieci w sali bez toalety... W samej fizjologicznej potrzebie nie ma oczywiście nic złego. Jednak kto pracuje z najmłodszymi, ten wie najlepiej, jaką lawinę komunikatów "siusiu" wywołać potrafi jedno dziecko, które w środku zajęć zda sobie z jej istnienia sprawę. Jasne, można trafić na grupę tzw. "twardych zawodników", którzy wytrzymają nawet do końca lekcji..., ale mi zdarzyło się już kończyć z tego powodu zajęcia. A Wam? :)


2. "Przepraszam, że przeszkadzam..."

Ogólnie bardzo lubię kiedy koleżanki przychodzą do mnie z różnymi pytaniami, naprawdę! Jednak, jak sami dobrze wiecie, nie ma nic cenniejszego na początku zajęć niż zbudowanie odpowiedniej atmosfery i przyciągnięcie uwagi dzieci. Pracujemy nad tym od pierwszych sekund i kiedy jesteśmy już tacy dumni, że się udało... "Przepraszam, że przeszkadzam..." Żeby nie było, sama też wparowuję do sal koleżanek w trakcie zajęć. Chęć dowiedzenia się czegoś tu i teraz jest chyba silniejsza od nas :).


3. Lizanie, zgniatanie, "zjadanie" i wszelkie inne "-nie"...

...które przytrafiają się moim pomocom dydaktycznym. Powiecie (albo przynajmniej pomyślicie), że w pracy z dzieciakami to normalne. Ja też to wiem. Niemniej jednak żal ściska me serce kiedy widzę takie rzeczy. I to też jest silniejsze ode mnie... Jak żyć? ;)



A teraz przyznajcie się, jak to jest u Was?



10 komentarzy:

  1. Ja się podpiszę po numerem 2. Były czasy kiedy tego nie znosiłam, teraz już nauczyłam się akceptować, chyba tylko dlatego, że nie mam innego wyjścia. Moim numerem jeden w przeszkadzaniu była koleżanka, która weszła do klasy kiedy miałam lekcję z moją najtrudniejszą wychowawczo grupą, a tego dnia akurat dobrze mi się pracowało. Koleżanka potrzebowała pilnie coś wydrukować. Majstrowała przy sprzęcie ponad 5 minut więc podeszłam zapytać czy nie potrzebuje pomocy. Drukowała... bilety do kina na weekend! Absolutne must do podczas mojej lekcji! nie wiem czemu nie zrobiła tego w innej sali/pokoju bibliotece, czemu nie na przerwie... W dodatku miała problem z ustawieniem wielkości i ponawiała próbę kilka razy zanim bilet wyszedł w takim rozmiarze jak chciała. Zajęło to łącznie 20 minut, przy czym oczywiście musiałam jej pomagać. Nie muszę dodawać, że lekcja mi się rozleciała niemal zupełnie. Koleżankę bardzo lubię i cenię jako nauczyciela, bo jest za co, ale czasem nie mogę zrozumieć dlatego ludzie tak bardzo nie myślą:(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, najlepsze są takie sprawy "niecierpiące zwłoki" ;)

      Usuń
  2. Jak pytają o coś, co przed chwilą powiedziałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to akurat się często nie zdarza, ale jestem w stanie to zrozumieć ;)

      Usuń
  3. Wiem, że to straszne, ale uśmiałam się :) Nie mam problemu z kimś kto wchodzi z "przepraszam...", a jeśli chodzi o nr 1 to mnie najbardziej rozbraja "a teraz kupa..." ;) Nr 3 rozumiem stuprocentowo, mam chyba ślady śliny na 99% pomocy dydaktycznych! Osobiście najbardziej nie lubię kiedy zajęcia rozpadają się 'bo ja chciałem niebieską rybkę', 'dlaczego nie ja mam to przynieść', 'tylko nie znowu ta piosenka' i mogę tak w nieskończoność...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten post miał być po to, żebyśmy wszyscy mogli się pośmiać (ze swojej niedoli ;). to wszystko oczywiście z przymrużeniem oka, ale Twoje ostatnie punkty tez mogłabym kiedyś dodać do listy. Teraz jakimś cudem (sama nie wiem jakim) już się nie zdarzają (albo tak mi nie przeszkadzają ;)

      Usuń
  4. Dobrze, że ta lista taka króciutka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podpisuję się pod punktem trzecim! Siku na lekcji zdecydowanie tępię, nie wypuszczam jak ktoś nie ma wskazań od lekarza / rodzica. Na początku roku parę lekcji jęczą, a potem już nie ma tego problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przedszkolu wszyscy mają wskazania od rodziców ;)

      Usuń
  6. Dokładnie - ich zwieracze jeszcze nie są mocne. A mnie wkurza najbardziej fakt, gdy do lekcji jestem super przygotowana, przechodzę sama siebie - a tu z drugiej strony małe lub żadne zainteresowanie. Do siusiu już się przyzwyczaiłam ;)

    OdpowiedzUsuń