What is it like to be a teacher? Czyli o pracy nauczyciela słów kilka...

wtorek, 6 stycznia 2015 13:15

Witajcie w nowym roku! Mam nadzieję, że równie dobrze spędziliście ten świąteczno-sylwestrowy czas, a teraz wypoczęci i uśmiechnięci "wracacie do rzeczywistości" :). 

I na mnie pora! Blogowanie w 2015 chciałabym zacząć od wpisu, który tym razem dedykuję wszystkim, którzy nauczycielami NIE są. Zdarzyło mi się już nie raz spotkać z różnymi opiniami dotyczącymi mojej pracy ze strony osób niewiele na ten temat wiedzących. Oczywiście rozumiem - można nie mieć w tej sferze żadnych doświadczeń i kierować się jedynie powszechną opinią czy też własnymi wyobrażeniami, warto jednak zastanowić się lub dowiedzieć więcej ZANIM zaczniemy oceniać.


Z racji tego, czym się zajmuję, chciałabym podzielić się "suchymi" faktami dotyczącymi tego jak wygląda praca w przedszkolu, którą (żeby było jasne!) absolutnie uwielbiam i której nie zamieniłabym na żadną inną, mimo że czasami bywa ciężka :). Chętnie poczytam też o tym jak to jest na dalszych etapach kształcenia. Dlatego zachęcam do zostawiania komentarzy.

Mimo, że ulega to już zmianie, w świadomości wielu osób zawód nauczyciela funkcjonuje wciąż jako łatwy, lekki i przyjemny. Że jest przyjemny, nie zaprzeczę, ale do łatwych na pewno nie należy...

Zacznijmy od tego, że praca nauczyciela nie ogranicza się jedynie do czasu spędzonego z dziećmi (na lekcjach, zajęciach). Dlatego też, bądźcie uważni stwierdzając, że pracujemy mało. Owszem, czas prowadzenia zajęć to nie 8 godzin dziennie. Ale czy kiedyś zastanowiliście się nad tym dlaczego? Otóż, biorąc przynajmniej pod uwagę moje własne doświadczenia, spędzenie aż 8 godzin prowadząc zajęcia byłoby fizycznie niemożliwe. Oczywiście, wszystko zależy od tego JAK to robimy. Należy mieć świadomość tego, że nauczyciele są różni i na pewno znajdą się i tacy, którzy "odwalą" co do nich należy i "zawiną" się do domu. Jednak bycie dobrym nauczycielem zobowiązuje i każdy, kto takowym jest zdaje sobie sprawę z tego, że za dużo zajęć wpływa znacząco na obniżenie ich jakości. Zwłaszcza jeżeli pracujemy z dziećmi. Wyobraźcie sobie bowiem siebie samych skaczących, tańczących, śpiewających przed X godzin dziennie pięć razy w tygodniu. A to przecież wciąż nie wszystko, co podczas zajęć robić trzeba...

Oprócz przekazywania dzieciom wiedzy w atrakcyjny dla nich sposób, nauczyciel ma obowiązek czuwania nad ładem, porządkiem i dyscypliną w klasie, a także odpowiada za uczniów, z którymi przebywa. Dlatego też nie może po prostu wyjść z sali (np. do toalety, na kawę czy papierosa), ponieważ dzieci NIGDY nie mogą zostać same. Jasne, jeżeli prowadzimy zajęcia, mamy pomiędzy nimi przerwy, ale bywa (przynajmniej w przedszkolu), że są one od siebie mocno oddalone. Jeżeli natomiast mamy dzieci pod opieką przez dłuższy czas - jesteśmy wychowawcami grup lub ich zastępujemy - to odpowiedzialność spada tylko i wyłącznie na nas. W sytuacji gdy poprosimy np. koleżankę z sali obok by "spojrzała" na naszych podopiecznych podczas gdy udamy się do toalety, a w tym czasie zdarzy się wypadek, to my będziemy za to odpowiadać. Takie sytuacje na szczęście nie zdarzają się często, ale jednak... Tak, bycie nauczycielem to ogromna odpowiedzialność. Nie tylko za wyniki naszej pracy, jak to w przypadku większości zawodów, ale także za samopoczucie, zdrowie, a nawet życie innych.

Wróćmy jednak do czasu pracy. Jak czytacie na początku, nie ogranicza się on tylko do tego spędzonego na zajęciach. No właśnie, osobiście nie znam żadnego nauczyciela, który kończyłby pracę w momencie opuszczenia placówki. Zazwyczaj zabieramy ją do domu, ponieważ by zajęcia poprowadzić, trzeba je najpierw przygotować. I tu znowu wszystko zależy od naszego podejścia, mi jednak średnio zajmuje to dodatkowe 2-3 godziny dziennie. Gdy pracujemy z dziećmi, zwłaszcza w wieku przedszkolnym (do tego prowadząc zajęcia aż 5 razy w tygodniu) potrzebujemy całych gór materiałów :). Ale na tym wciąż praca nauczyciela się nie kończy...

Poza tym, co należy do naszych głównych obowiązków (czyli w moim przypadku - poza prowadzeniem zajęć z języka angielskiego), mamy do ogarnięcia multum innych rzeczy związanych z funkcjonowaniem placówki. Nie mówię tu już nawet o kwestiach formalnych, jak wypełnianie dzienników, tworzenie miesięcznych planów pracy, pisanie sprawozdań, czy uczestniczeniu w radach pedagogicznych, ale o organizowaniu różnego rodzaju eventów - przedstawień dla rodziców, zabaw dla dzieci, wycieczek... W ciągu roku jest tego cała masa, a organizacja niejednokrotnie wymaga zostawania w pracy po godzinach. A przecież wówczas prowadzenie zajęć czy zajmowanie się grupą nie zostaje "zawieszone". Dni wyglądają dokładnie tak samo, tyle że poza stałymi obowiązkami mamy jeszcze kilka dodatkowych. Działanie na podwyższonych obrotach potrafi nakręcać, ale także bardzo zmęczyć i na pewno niejeden nauczyciel marzy o dłuższym urlopie w ciągu roku...

No i dotarliśmy do kwestii urlopów i dni wolnych od pracy :). No kto, jak kto, ale nauczyciele to na pewno nie powinni narzekać... wszystkie święta wolne, a do tego przedłużone przerwy - zimowa i wiosenna, ferie i dwa miesiące wakacji! O liczbie dni wolnych nauczyciela krążą już niemal legendy, ale czy kiedyś zastanawialiście się nad tym jak to jest w rzeczywistości? Nie wypowiem się w temacie zarządzonych ostatnio dyżurów świątecznych w szkołach, ale jeżeli chodzi o przedszkole dyżury świąteczne to nic nowego. Podczas przerwy świątecznej przedszkolny nauczyciel ma wolne całe 3 dni - 25.12, 26.12 i 1.01. W pozostałe dni, tak jak każdy inny pracujący człowiek, musi stawić się w pracy lub... wziąć wolne :). Może Was to zdziwi, ale dokładnie tak samo jest w ferie i w wakacje, z tym, że w wielu przypadkach terminy urlopów nie są całkowicie dowolne. Czy więc pod tym względem praca nauczyciela tak bardzo różni się od innych? :)

Jakiś czas temu przeczytałam w pewnym zagranicznym artykule, że by "ulepszyć nasze szkoły, trzeba sprawić by trudniej było zostać nauczycielem"... ale czy teraz jest łatwo??? Przyjrzyjmy się temu bliżej. By zostać nauczycielem trzeba skończyć odpowiednie studia. Biorąc pod lupę np. sytuację anglistów, zazwyczaj licencjat to za mało, ponieważ konkurencja na rynku jest ogromna. Często z tego samego powodu nie wystarczy nawet magisterka, a nauczyciele, by podwyższyć swoje kwalifikacje, dorabiają kolejne kierunki studiów podyplomowych. Poza tym uczą się przez cały czas trwania swojej kariery - co chwilę odbywają nowe szkolenia ze względu na zmieniającą się podstawę programową oraz ewoluujące przepisy. Muszą być "elastyczni" i otwarci na nowe wyzwania, jak praca z uczniami o specjalnych potrzebach, których rodzaje mnożą się ostatnio jak grzyby po deszczu... Jeżeli jesteśmy zatrudnieni w placówkach państwowych lub nawet niepublicznych, ale o uprawnieniach tych państwowych, z dniem rozpoczęcia pracy stajemy się nauczycielami stażystami - musimy realizować awans zawodowy, który dostarcza kilku dodatkowych obowiązków, jak prowadzenie comiesięcznych obserwacji czy zajęć hospitowanych przez dyrekcję. A by stać się naprawdę dobrymi nauczycielami, potrzebujemy lat praktyki.

I zapomniałabym o jednej z ważniejszych kwestii... Wszak bycie nauczycielem w przedszkolu to nie tylko współpraca z małymi dziećmi (czyli naprawdę wymagającą grupą wiekową!), kolegami po fachu i przełożonymi, ale także z rodzicami, którzy stają się w dzisiejszych czasach coraz bardziej roszczeniowi i także chętnie wydają osądy na temat naszej pracy, często niewiele o niej wiedząc... Zdarza się, że starcia z nimi naprawdę "podcinają" skrzydła... Na szczęście istnieją też tacy, którzy dostrzegają ogrom pracy, jaki nauczyciele wkładają w edukację i wychowanie ich dzieci i ten aspekt zdecydowanie należy do tych, za które można tę pracę uwielbiać.



Gdybym miała w trzech krótkich słowach scharakteryzować ten zawód, wybrałabym chyba odpowiedzialny, absorbujący i stawiający wyzwania. Wciąż brzmi "łatwo"? ;)

A Wy? Jak określilibyście swój?


4 komentarze:

  1. Ja uczę w prywatnej szkole podstawowej, gdzie praktycznie nie mam wakacji - jedynie to, co wykorzystam z puli urlopowej (jak każdy 26 dni), które oczywiście mogę wybrać jedynie w czasie ferii, czy wakacji. Najbardziej denerwujące jest to, że jak już nauczyciel może mieć wakacje, to ceny biletów lotniczych itp. są bardzo wysokie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt! Właśnie mam w tym roku taki problem, wybieram się do Stanów i bilety pod koniec czerwca są za ok 2200, natomiast od 1 lipca już ze 2600 :(

      Usuń
  2. Marysiu, wpis genialny. Czytałam go już wcześniej, ale nadal nie traci na ważności.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też właśnie mi się wydało, więc postanowiłam go Czytelnikom przypomnieć :)

      Usuń