Shopping ;)

niedziela, 9 marca 2014 19:16

Zawsze zastanawiam się czy to tylko ja, czy wszystkie osoby, które pracują z dziećmi tak mają, że najchętniej wykupiłyby niektóre sklepy z artykułami dziecęcymi (albo chociaż dziecięce działy w niektórych) w całości? ;) Ja w każdym sklepie, od Tesco przez Empik czy Tigera po Smyka od razu lecę do półek z zabawkami czy książkami dla dzieci, przy każdej zastanawiając się czy przypadkiem coś nie przyda się do zajęć. Niestety często dochodzę do wniosu, że na pewno się przyda i w ten oto sposób "pozbywam się" połowy miesięcznej wypłaty. Zazwyczaj jednak nie żałuję, zwłaszcza kiedy widzę jak entuzjastycznie dzieciaki reagują na wszystkie nowe rzeczy, które nie są dostępne na wyciągnięcie ich ręki, a związane właśnie z moimi lekcjami. Tak było z moim "hitowym" zakupem sprzed kilku dni (oczywiście z Tigera!), czyli my magic ball ;).


Ta piłeczka z brokatem w środku (która kosztowała mnie 10 zł) przez ostatnie kilka lekcji wywoływała zainteresowanie i zachwyt nie tylko u dziewczynek. Wszyscy chcą jej dotknąć, przyjrzeć się z bliska, ale na to trzeba "zapracować"! Piłeczkę dzieci podają sobie w kole, zadając pytania: o samopoczucie, pogodę, ulubiony kolor itp., ten do kogo potoczy się piłeczka, musi odpowiedzieć, oczywiście po angielsku. Młodsze dzieci bardzo śmieszy kiedy na początku zajęć witam się z piłką, zadaję jej jakieś pytanie, a ona odpowiada mi na ucho ;). Potem przychodzi kolej na moich uczniów.

Coś czuję, że super zakupem okażą się także gumowe zwierzątka morskie, przeznaczone do zabaw w kąpieli. Znalazłam je w Smyku. Jutro zacznam temat dotyczący mieszkańców morskich głębin z grupami dwulatków. Nie ma nic lepszego niż pokazanie im pływającego (co prawda nie w morzu, a w misce, ale zawsze :)) rekina czy wieloryba. Strasznie żałuję tylko, że nie ma pośród zwierzątek ośmiornicy, bo przy tej okazji zaplanowałam naukę The Octopus song :).


Dziś z kolei do mojej kolekcji dołączyły 2 nowe książeczki "upolowane" w TK Maxx (za 14,99 i 19,99 zł) + puzzle z Hello Kitty (w zestawie z jedną z nich). Naprawdę polecam!*





*Zaraz po ciuchlandach, gdzie super książeczki można znaleźć i po 2-3 zł ;).





See you!
M.


8 komentarzy:

  1. Ale czad!! Super te gumowe zwierzątka!
    Ja też ostatnio poszalałam zakupowo. Mam to samo co Ty - zawsze się zastanawiam, co mi się przyda w pracy, i też sobie tłumaczę, że wszystko ;) Mam mnóstwo gier i książeczek, ale żałuję, że nie za bardzo mam je kiedy wykorzystać ://

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi też zdarzało się kupować rzeczy, których nie wykorzystywałam, ale teraz mam zajęcia z każdą z grup przedszkolnych (od 2-latków do 5-6-latków) 5 razy w tygodniu i dobrze mieć coś "w zapasie" ;)

      Usuń
  2. Widzę, że bywamy w tych samych miejscach:P Mnie jakoś ta książeczka z Hello Kitty do gustu nie przypadła - może dlatego, że ja wszystko kupuję również z myślą o córeczce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ją kupiłam akurat z myślą o najmłodszych grupach, dla których potrzebuję jak najprostszych książeczek (choć tu akurat słów jest sporo :) ale 2-latkom można czytać tylko do 5 np. :)).

      Usuń
    2. ale ogólnie fanką Hello Kitty też nie jestem, także rozumiem.

      Usuń
  3. Mam dokładnie tak samo z zakupami :) Ostatnio w lumpeksie kupiłam 2 wersje "Goldilocks and the three bears", chociaż trochę się naszukałam, żeby znaleźć lumpeks z angielskimi książeczkami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja generalnie lubię kupować ;) Jasne, że chodzę po sklepach z włączonym czujnikiem - czy coś nie przyda się na zajęcia albo mojemu dziecku. Z Tigera mam tę piłkę, którą pokazałaś, ale dziwna się zrobiła jakby ma flaka. Super jest też taka z kolcami co jak się odbije to świeci :) W TK Maxx też się zdarzają fajne rzeczy, ale na książeczki jeszcze nie trafiłam. Koło mnie był też Empik Outlet, można było wygrzebać książeczki anglojęzyczne i duperelki na nagrody w super cenach, ale niestety już zamienili na zwykły Empik i skończyła się zabawa. A w lumpeksie z zasady od razu biegnę do kosza, gdzie bywają gry, książeczki i tego typu edukacyjne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że w mojej okolicy nie ma takich lumpeksów (tzn. z książeczkami w języku angielskim).
    Jest jedynie sklep, w którym można znaleźć piórniki, torby, ołówki itp. z brytyjskim motywem. Co wykorzystuję jako nagrody w konkursach. Dobre i to ;)

    OdpowiedzUsuń