Język obcy w przedszkolu - jak to właściwie wygląda?

wtorek, 20 sierpnia 2013 21:42

Wielkimi krokami zbliża się kolejny rok szkolny i już niebawem przyjdzie mi zmierzyć się z kolejnymi wyzwaniami. W moim przypadku 2013/2014 to także pierwszy rok w nowej pracy, a zatem spotkanie z zupełnie nowymi dziećmi, kolegami/koleżankami oraz rodzicami. Mimo, że zajmuję się tym już od jakiegoś czasu, a praca z dziećmi to dla mnie w większości zabawa i odprężenie, nie mogę powiedzieć, że nie jestem zestresowana ;). W związku z tym postanowiłam zawrzeć w dzisiejszym poście podstawowe informacje na temat zajęć językowych w przedszkolu (lub z dziećmi w wieku przedszkolnym), będące przedmiotem wielu rozważań rodziców i/lub nauczycieli.

Kiedy zacząć?


Pytaniem nurtującym niejednego rodzica czy opiekuna, jest już sama kwestia tego kiedy zacząć i w związku z tym czy w ogóle posyłać 3-, 4- czy 5-latka na zajęcia językowe. W wypadku szkół językowych czy przedszkoli publicznych, w których pracowałam, była to wyłącznie decyzja dokonana przez osobę sprawującą nad dzieckiem opiekę. W przedszkolach prywatnych wygląda to może nieco inaczej, ponieważ takie zajęcia znajdują się często w ofercie podstawowej. Niemniej jednak, tendencja jest zdecydowanie wzrostowa i rodzice coraz większą wagę przywiązują do edukacji językowej od najmłodszych lat, czemu chyba nie można się dziwić. Znajomość języków to w dzisiejszych czasach rzeczywiście podstawa, do tego zewsząd można usłyszeć, że dzieciom w takim wieku przychodzi to zdecydowanie łatwiej oraz gwarantuje lepsze opanowanie języka  w przyszłości. Chcąc być jednak bardziej dokładnym, należy ująć to nieco szerzej :). 

Dzieci w wieku przedszkolnym faktycznie mają niesamowitą zdolność przyswajania informacji, można powiedzieć, że bardzo szybko się uczą, ale należy pamiętać, że też dość szybko zapominają. Dlatego właśnie nauka języka w tym okresie polega głównie na powtarzaniu i stałym powracaniu do przerabianych już tematów, w celu "odświeżenia" wiedzy zdobytej przez małych uczniów.

Oczywiście, zapewniając dziecku regularny kontakt z językiem, możemy liczyć na widoczne efekty w przyszłości, pamiętajmy jednak, że "jakość" tych efektów będzie zależna od intensywności tegoż kontaktu. Dzieci uczących się w Polsce, na zajęciach dodatkowych, nie możemy z pewnością porównywać z dziećmi uczącymi się czy też po prostu spędzającymi dużą ilość czasu za granicą, w kraju np. anglojęzycznym. Zostało jednak zbadane i udowodnione, że dzieci które wcześnie zaczynają swoją "przygodę" językową, mają zdecydowanie większą szansę na opanowanie go na poziomie wysoko zaawansowanym (na poziomie native speakera).

Przy tym wszystkim należy mieć jednak na uwadze również gotowość dziecka do takiej formy nauki, co akurat jest kwestią bardzo indywidualną. Niektóre dzieci świetnie odnajdą się na zajęciach dodatkowych, zapamiętywanie nowych słówek i chwalenie się nimi dookoła nie będzie sprawiało im trudności, inne mogą potrzebować znacznie więcej czasu na przełamanie swoich własnych barier. Niejednokrotnie zdarzało się w moich grupach, że dzieci zdawały się nie brać w ogóle udziału w zajęciach, były ciche i wycofane, a po upływie kilku miesięcy stawały się bardzo aktywne, a co więcej okazywało się, że bardzo dużo do tej pory zapamiętały. Niestety może zdarzyć się i tak, nawet gdy nauczyciel dwoi się i troi, że niektóre dzieci nie wykazują większego zainteresowania takimi zajęciami lub nie są w stanie dopasować się do panujących podczas nich reguł, i tu bardzo ważne jest by nie zmuszać dzieci do niczego, jedynie zachęcać, licząc się jednak z powtarzającą się odpowiedzią odmowną, a w skrajnych przypadkach z odłożeniem takowej nauki na później. Warto też pamiętać, że nawet gdy dzieci uczęszczają już z radością na zajęcia, nie należy "wyciągać" na siłę czego się nauczyły, a po prostu dać im czas na oswojenie się z tym na tyle, by same miały ochotę podzielić się swoją wiedzą z całym światem. Można je jednak wspomóc, a nawet wskazane jest powracanie poza zajęciami do pojawiających się podczas nich słów, wyrażeń czy aktywności, co ośmieli dziecko w posługiwaniu się językiem obcym, a zarazem zapewni mu dodatkowy z nim kontakt.

Z kim?


Kolejną "problematyczną" sprawą może być organizacja takowych zajęć. Zacznę od tego, że często przedmiotem rozważań jest kwestia wyboru pomiędzy native speakerem a nie-native speakerem. W tej sprawie, jednego powiedzieć nie można, a mianowicie, że z pewnością lepszym nauczycielem będzie ten pierwszy. Kwestia bycia dobrym nauczycielem, zwłaszcza dla dzieci najmłodszych, jest bardziej związana z osobowością, niż pochodzeniem, a także rzecz jasna podejściem i przygotowaniem do tego typu pracy. Oczywiście nie znaczy to, że rodowity anglik nie może być świetnym nauczycielem w polskim przedszkolu! Warto jednak zwrócić uwagę, że piękny akcent i nienaganna wymowa choć pożądane, nie powinny stanowić jedynego kryterium przy wyborze lektora. Tym bardziej, że jak sami możemy zaobserwować na przykładzie własnego języka, i native'om zdarza się popełniać poważne błędy.

Przede wszystkim, wybierając pracę z dziećmi, trzeba to naprawdę lubić i mieć do tego odpowiednie podejście - dużo cierpliwości, zaangażowanie oraz, co bardzo ważne, zrozumienie dla spraw być może błahych, ale będących niekiedy w odczuciu najmłodszych tymi najwyżej wagi ;). W kontaktach z osobą obcojęzyczną wchodzi w grę możliwość utraty poczucia bezpieczeństwa, co może zdarzyć się gdy dzieci czują się niezrozumiane lub gdy same nie są w stanie zrozumieć osoby za nie odpowiedzialnej. Taka sytuacja, choć na nieco innym gruncie, może równie dobrze zdarzyć się gdy dzieci pracują z polką czy z polakiem. Dlatego też, jedną z ważniejszych kwestii jest pewność tego, co się robi oraz tego, że chce się robić właśnie to. Wówczas zaangażowanie, z jakim podejdzie się do prowadzenia takich czy innych zajęć, może zniwelować ewentualne braki.

Jak? 


Zajęcia dla najmłodszych powinny przyjmować formę zabawy i wcale nie oznacza to, że dzieci nie będą podczas takich zajęć zbyt wiele robiły, tylko się bawiły. Poprzez proste zabawy i gry językowe, można sprytnie wprowadzić wiele zagadnień, a jednocześnie zachęcić dzieci do nauki. Zajęcia językowe będą wówczas kojarzyły im się z czymś fajnym, w czym mają ochotę brać udział. Oczywiście, by dostosować się do potrzeb wszystkich dzieci, zabawy statyczne powinny przeplatać się z tymi ruchowymi - nie wszyscy muszą być zawsze chętni do brania udziału w jednych i drugich, nic nie stoi na przeszkodzie by niektóre dzieci po prostu obserwowały swoich kolegów, warto je jednak uprzedzić, że nie mogą im też w zabawie przeszkadzać. Wówczas i jedni i drudzy będą mieli szansę na osłuchanie się z tym, co w danej zabawie się dzieje.

Większość aktywności można na tym etapie podciągnąć pod zabawę, wystarczy dobrać odpowiednią formę. Do piosenki można postarać się dorobić jakiś "scenariusz", a flashcards nie tylko prezentować, ale też chować, rozkładać po sali, zamieniać miejscami itd.

Podstawą są oczywiście piosenki, im prostsze, tym łatwiejsze także dla nauczyciela czy rodzica do pokazania - każdej piosence powinny towarzyszyć jakieś charakterystyczne ruchy, nawiązujące do jej słów. Dzięki temu dzieci uaktywnią podczas nauki więcej zmysłów i ułatwimy im zapamiętanie.
Dzieci potrzebują także różnorodności, warto zmieniać materiały, nawet jeżeli uczymy się tego samego tematu - używać różnych flashcards lub zastępować je realiami :).

 

Jakimi metodami?


Metoda naturalna – zgodnie z tą metodą, nauka powinna przebiegać w sposób jak najbardziej naturalny, czyli zbliżony do sposobu, w jaki dziecko uczy się języka ojczystego. Metoda opiera się na naśladowaniu procesu uczenia się przez dziecko języka ojczystego. Nauczyciel mówi do dziecka używając bardzo prostego języka, dużo powtarzając, dziecko słucha, naśladuje, powtarza i stopniowo samodzielnie zaczyna używać usłyszanych wcześniej słów czy zwrotów.

(TPR) czyli Metoda Reagowania Całym Ciałem – jest to metoda, która zaspokaja naturalną potrzebę ruchu dzieci. Nauczyciel wydaje polecenia, które dzieci wykonują za pomocą ruchów, angażując przy tym wszystkie zmysły. Realizacją tej metody są także różnorodne zabawy ruchowe.

Metoda komunikatywna – metoda, która polega na stwarzaniu podczas zajęć sytuacji sprzyjających wzajemnej komunikacji, wspomagających aktywność uczniów. Podczas zajęć występuje sporo dialogów, czy nawet prostych pytań i odpowiedzi, nawiązujących do tych, które możemy usłyszeć w sytuacjach codziennych (mowa tu np. o zabawie w sklep czy restaurację).

Metoda dramy – polega na zaangażowaniu się dzieci w fikcyjną sytuację, wczucie się w postać, rzecz, bycie nią i działanie jako ona. Ułatwia ona komunikowanie się w języku obcym, gdyż w dramie każdy odnosi sukces, a każda rola jest równie ważna. Poza umiejętnościami językowymi, pracując z dziećmi tą metodą ułatwia się współpracę, wchodzenie we wzajemne korelacje. Dzieci stają się otwarte, pewne siebie, chętne do wzajemnej pomocy.


Być może to krótkie podsumowanie pomoże w przyszłości i komuś z Was, bo mimo tego, że większość z nas (nauczycieli) to wszystko wie, czasem ciężko poskładać to w uporządkowaną całość i w łatwy sposób przekazać rodzicom :).

Zresztą to i tak wciąż nie wszystko i więcej na ten temat pojawi się pewnie jeszcze nie raz
.

See you!
M.


7 komentarzy:

  1. Bardzo przydatne informacje.
    Powodzenia w pracy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny wpis, rozjaśniający przede wszystkim Rodzicom zasadność ZABAWY w język angielski:)
    Sama jestem nauczycielem i rodzicem przedszkolaka i razi mnie i zniechęca do zapisu dziecka na zajęcia dodatkowe np. z angielskiego oto, ze zajęcia odbywają się po południu (bo do 13:00 realizowana jest podstawa programowa), a drugą ważniejsza kwestią jest finansowanie tychże zajęć. Mam świadomość tego, że dyrekcja nie czuwa nad jakością tych zajęć, wybiera tańsze "firmy" i nie rozlicza się z rodzicami. I wiem, że rodzic płaci np. 10 zł/m-c za zajęcia całogrupowe za dziecko (2x tyg po 30 min), a dla firmy idzie tylko część tych pieniędzy (dzieci w przedszkolu jest 130). I co z resztą pieniędzy? Niestety nie jest to w ogóle uregulowane i panuje tu samowolka. A jak jest w innych przedszkolach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przedszkolach, w których pracowałam, z płatnościami wyglądało to inaczej, więc tu nie pomogę. Natomiast to, że zajęcia muszą być po 13, jest zarządzeniem odgórnym, dyrektorki nie mają na to wpływu. W godzinach przedpołudniowych muszą być realizowane obowiązkowe zajęcia dydaktyczne, z podstawy programowej. W związku z tym, nie bardzo jest inne wyjście z tej sytuacji niż zajęcia dodatkowe dopiero po obiedzie.

      Usuń
  3. Ale fajny blog:) Mam małe pytanie. Czy zdarzyło Ci się, że któreś dziecko nie chciało chodzić na zajęcia z angielskiego, chodzi mi tu głównie o zajęcia popołudniowe w szkołach językowych?

    OdpowiedzUsuń
  4. Właściwie większość zajęć, które prowadziłam i prowadzę to zajęcia w przedszkolach, w ciągu dnia. Tam parę razy zdarzało się, że ktoś nie chciał iść, ale zazwyczaj dawało się dziecko namówić. Tylko raz jeden chłopiec został wypisany.
    Z zajęciami popołudniowymi mam mniej doświadczeń, ale nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś w ogóle nie chciał chodzić (to raczej jednorazowe sytuacje, ktoś ma gorszy dzień, w związku z czym nie chce zostać i płacze na początku zajęć, na szczęście po chwili to mija :)).

    OdpowiedzUsuń
  5. A czy prowadzisz zajęcia tylko i wyłącznie po angielsku czy pół na pół? I czy np jak masz te grupy popołudniowe to czy zdarzają Ci się grupy które liczą np. tylko dwójkę dzieci? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej tylko po angielsku, oczywiście w przedszkolu zdarzają się sytuacje, że trzeba dzieciom coś wytłumaczyć po polsku, ale raczej nie jest to związane z naszymi zajęciami, a wynika z tego, że trzeba im przypominać o istniejących na terenie przedszkola zasadach itp. (chodzi raczej o moją rolę wychowawcy).
      Co do zajęć popołudniowych, to zdarza mi się, że jest i jedno dziecko, ponieważ w grupie na co dzień jest 4 ;).

      Usuń