Peely Wally - czy warto, dlaczego i do czego? :)

wtorek, 16 kwietnia 2013 23:37

No właśnie, jakiś czas temu wpadła mi w ręce ta ślicznie ilustrowana anglojęzyczna książeczka dla dzieci. Jej recenzję znalazłam na jednym z zagranicznych blogów, dziś jednak chciałabym podzielić się swoją opinią na jej temat. Trafiła do mnie trochę przypadkowo, z czego jednak ogromnie się cieszę, bo jest naprawdę świetna!


Muszę przyznać, że "odkryłam" ją w idealnym wręcz momencie. Po pierwsze dlatego, że w pewnym sensie nawiązuje do tematu wiosny - jej główną bohaterką jest Peely Wally - ptaszek, który właśnie zniósł jajko. Ponadto autor wymyślił, że na (prawie) każdej stronie znajdować się będzie motylek, którego zapewne za pierwszym razem dzieci nie zauważają (albo trochę ignorują), także fajnie reagują po przeczytaniu całości, gdy zwróci się im na to uwagę, a motylki - wiadomo, są jak najbardziej wiosenne! Do tego książka związana jest z tematem wild animals (o którym już niedługo więcej na blogu!), poza Peely Wally, poznajemy:

Gemima Giraffe
2 zebras
Colin Crocodile
Eleonore Elephant
Mavis Monkey

W związku z tym "Peely Wally" okazała się być bardzo przydatna na moich ostatnich zajęciach z Tosią :).

Książeczka jest moim zdaniem idealna dla 5-latków. Szczególnie fajna na zajęciach indywidualnych jest możliwość śledzenia "drogi", którą przebywa zniesione przez Peely Wally jajko, po tym jak przypadkowo spada z zamieszkałego przez nią drzewa. Jajko "wędruje" sobie od jednego do drugiego zwierzątka, pozostawiając za sobą przerywaną linię, po której dziecko może wodzić palcem. W dużej grupie niestety akurat to się nie sprawdzi, ale dzieci i tak na pewno zainteresująe cała historia. Do tego znajdziemy w niej prześliczne i proste zarazem obrazki. Sam koniec historii jest też bardzo wesoły, w związku z czym na pewno wprawi wszystkich w dobre humory.

Poza powtórzeniem/utrwaleniem słownictwa związanego ze zwierzętami czy wiosną, do książeczki łatwo nawiązać w różnego rodzaju twórczych pracach plastycznych - tak też właśnie zrobiłyśmy z Tosią :). Stąd pobrałam gotowe do wydruku obrazki, jeden wydrukowałam w nieco większym formacie, by można było z nich stworzyć ptaszka-mamę i ptaszka-dziecko :). Cała historia Peely Wally zaczyna się od przedstawienia czytelnikom tej przesympatycznej czerwonej ptaszyny, która znosi śliczne,  nakrapiane jajko - z niego na sam koniec wykluwa się taki sam nakrapiany pisklaczek. W związku z powyższym Tosia dużego ptaszka pomalowała na czerwono, dorobiłyśmy mu wielkie oczy i żółty dzióbek, małego pomalowała na niebiesko, a gdy tylko wysechł za pomocą gumki od ołówka dodała kolorowe kropki, a następnie całą resztę. Muszę przyznać, że efekt był naprawdę super, bo ptaszki wyglądały bardzo podobnie do tych książkowych! Zresztą zobaczcie sami!


Więcej informacji i inspiracji możecie znaleźć tu: www.playingbythebook.net, a samą książeczkę zamówić na stronie www.bookcity.pl lub poprzez Allegro :).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz